• Wpisów:405
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 20:11
  • Licznik odwiedzin:69 694 / 3202 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 


Jak powszechnie wiadomo, każde stado szczurów powinno mieć dostęp do przestrzeni poza klatką. Nawet największa klatka nie stymuluje młodego szczura do eksploracji i nie pozwala na wygodny kontakt ze szczurami tak jak dobrze przygotowany wybieg.

Oczywiście każde stado - w zależności od wieku, płci i poszczególnych charakterów - ma inne potrzeby czasowe i przestrzenne, dlatego przygotowując wybieg dla konkretnego stada należy porządnie się zastanowić, w jakiej formie powinien być zrobiony (półka, stół, łóżko, część lub cały pokój) i jakie wyposażenie powinien zawierać. Dobry wybieg to taki, z którego szczury w ogóle korzystają, nie uciekają dalej na pokój, są tam bezpieczne i łatwo dostępne dla opiekuna.

Powyżej jest zdjęcie naszego wybiegu, zorganizowanego na półce, na wysokości ok 90cm. Patrząc od lewej strony, mamy deskę, dzięki której wybieg można rozszerzyć o kanapę (często korzystamy z tego rozwiązania w czasie oglądania filmów), klatka wybiegowa, do załatwiania się i zakopywania jedzenia. Na tej klatce zamontowane jest poidło oraz miski. Często nasze szczury dostają jedzenie właśnie na wybiegu, jest to pewnego rodzaju namiastka tego, jak w naturze by polowały i zbierały jedzenie poza swoim gniazdem. Następnie kilka pudełek-domków do chowania się. Tekturowe pudełka zmieniamy co jakiś czas, szczury mogą spokojnie na nich pokazywać, że są gryzoniami, dzięki temu wyposażenie klatki dłużej żyje. Po prawej stronie, stara kurtka będąca istnym hitem wybiegowym. Nasze szczury uwielbiają się w niej zakopywać i spać. Dalej na prawo wybieg przylega do klatki, z której po otwarciu przedniej osłony kuwety mają wygodne przejście i mogą w każdym momencie bez problemu wrócić do klatki.

Główną zaletą takiego typu wybiegu jest możliwość pozostawienia otwartej klatki praktycznie na cały dzień (oczywiście tylko, jeśli ktoś jest w domu) oraz łatwy dostęp do biegających szczurów. Nasze ogony są nauczone, że poniżej wybiegu się nie schodzi, więc nie ma problemu z chowającymi się po kątach gryzoniami czy poniszczonymi meblami albo kablami. Dodatkowo taki wybieg powyżej poziomu deptania psów jest dużo bezpieczniejszy dla maluchów, a zarazem pozwala na kontakt między psami i szczurami (Baaj, leżąc na kanapie, pilnuje biegające stado).

Jeżeli chodzi o niebezpieczeństwo upadku z takiej półki, to poniżej na podłodze stoją pudełka (nie widać ich na zdjęciach), które są szersze od samej półki o ok. 10cm, a wysokie na ok. 30cm, to powoduje, że ewentualni skoczkowie spadają z wysokości ok. 60cm na tekturowe pudełko, które skutecznie amortyzuje upadek. Taka wysokość jest w miarę bezpieczna dla zdrowego, dorosłego szczura, a zarazem na tyle nieprzyjemna, że bardzo szybko się uczy, aby uważać gdzie chodzi. Przy mniejszej wysokości (30-45cm) bardziej ciekawskie szczury złaziły na pudełka stojące poniżej. Zarazem większa wysokość niż 90cm jest już niebezpieczna.

(Asaurus)
 

 
http://www.kopiart.com/okazja/index.html


Obowiązkowe dla wszystkich wielbicieli szczurów.
Zwłaszcza naszego Rauma.
 

 
„(…) Czekałam na cieczkę. Czekałam na dni płodne. Czekałam, aż pojedzie na krycie. Czekałam, aż wróci. Czekałam na pierwsze USG. Czekam na wieści. Czekam na zdjęcia. Czasami płaczę, a czasami się śmieję. Dużo czytam, żeby dużo wiedzieć. Przygotowuję się, żeby nie zawieść samej siebie i oczekiwań hodowli. Czekam na Berieta Baaja i z tego mojego czekania jestem dumna. Bo to takie oczekiwanie przez wielkie O”.

Napisałam to, zanim pojechaliśmy po Baaja.
Myślę, że po niemal pięciu latach z nim mam prawo napisać także inne słowa.

Baaj, podobnie jak większość wilczaków, jest psem trudnym i absorbującym. Jego wciąż niezaspokojona zdolność kreowania chaosu popycha go do czynów, które wydają się absurdalne, bywają niebezpieczne oraz regularnie doprowadzają nas – jego stado – na skraj nerwicy. Ofiarami jego terroru, a jest doprawdy wirtuozem subtelnego wymuszania, jesteśmy my, ludzie i jest drugi pies w naszej rodzinie – „zwykły” kundelek ze schroniska.

Na czym polega zwykłość Celara, prędko nauczyliśmy się doceniać.
Celar jest głupiutki. Jest dość głupi, żeby nie próbować wylizywać gorącego oleju z patelni, dość głupi, by za nami nie skakać przez okna, dość głupi, żeby się odwoływać od przeróżnych, na pewno dla niego ciekawych, sytuacji czy okoliczności przyrody.

Baaj jest o wiele za mądry, by nie kalkulować. To się opłaca, a to nie. Dziś posłucham, jutro niekoniecznie. Wczoraj umiałem, a dziś, wybacz, nie pamiętam wybiórczo lub okazjonalnie głuchnę. To piętrzy trudności i frustracje. Bo za burego naszego trzeba myśleć. Spacer z nim, choćby po pustkowiach, to zawsze wojna na przewidywania, fortele i zaskoczenia. Czasem zabawna, a czasem wcale nie.

Bo to nie jest śmieszne, że pies zapamiętuje rzucony przez kogoś dwie ulice wcześniej suchy chleb i puszczony luzem, biegnie po ten wątpliwy rarytas na przełaj przez osiedlowe uliczki. To nie jest zabawne, że w sobie tylko znanym algorytmie reaguje agresją na niewielki, ale jednak procent sytuacji. To nie jest powód do śmiechu, że ma się psa, który czasem bywa nieprzewidywalny bardziej od żywiołów.

Tym bardziej nie jest to powód do śmiechu, kiedy na internetowym forum skupiającym właścicieli wilczaków można przeczytać rzeczy, od których komuś z zewnątrz (i nie tylko) jeży się na karku włos. Bo okazuje się, że kogoś bawi na przykład regularnie kłusujący pies albo i inne przedziwne zjawiska.

Ale najsmutniejsze nie jest to, co robią wilczaki jako ogół lub czego nie robią.
Smutne, naprawdę smutne jest to, że nie ma pozwolenia na to, by swoim psem się zmęczyć.
Gloryfikuje się postawę pełną samopoświęcenia. Stawia się pomniki temu, że akurat ta rasa uczy pokory (bo one tak mają, faktycznie).

Aż przychodzi dzień i szara, zwyczajna osóbka ma ochotę wyjść ze swoim wilczakiem na spacer, przypiąć go do jakiegoś słupka, a potem uciec w gęstą mgłę, by nigdy nie wrócić. Rozważana jest też ewentualność przeciętnego wyjścia z siebie, by było nas dwie i jedna z tych dwóch mogła 100% siebie, swojego życia, swojego czasu poświęcić tylko psu.

Takiemu Baajowi, który i tak nie daje w kość do końca.
Który nie robi ogromnych demolek w domu, jedynie czasem długo i donośnie wyje, bo jego urażony majestat nie pozwala mu pojąć, że człowiek czasem musi wyjść i nie ma ochoty brać ze sobą psa.
Który przyzwoicie akceptuje większość ludzi odwiedzających nasz dom, a wiele szczerze i wylewnie lubi.
Który kocha swoje szczury i nawet chyba kocha tego drugiego psa, choć samiec.

Przychodzi czas i siedzi się na kanapie i płacze się głośno, wielkimi łzami przepastnego smutku. Płacze się rzewnie nad własnym losem i nad rozczarowaniem sobą. Wyje się, może nawet głośniej od tego przeklętego wilczaka – a niech go diabli – bo ma się ochotę, żeby choć na moment zniknął, a przecież wcale się tego nie chce.

Kocham swojego psa.

Tak bardzo, że włożyłam w jego wychowanie więcej siły i pracy, niż w cokolwiek innego w moim życiu. Tak bardzo, że nauczyłam się żyć ze swoim partnerem na zakładkę. Tak bardzo, że… czasem muszę się wydrzeć na Baaja, żeby Baaja nie uderzyć, nie udusić, nie połamać.

Jego jest bardzo dużo, można się nim zadławić.

W myślach krzywdzę go (inaczej niż on mnie, choć jedno wynika z drugiego). Najczęściej miażdżę tę cholerną krtań, żeby już nigdy nie wył. Mamy głuchych sąsiadów, ale ja wiem, jak głośno on potrafi swoje rzekome nieszczęście manifestować (bardzo, bardzo często uważam, że sam je sobie wymyśla), to wystarczy. Bo nawet kiedy wychodzę z domu, to część mnie zostaje tuż za progiem i nasłuchuje.

W rzeczywistości nie robię mu niczego złego. Często za to wczepiam palce w jego futro i proszę, by dziś był lepszym sobą, bo potrafi, kiedy się stara.

Tyle się mówi, żeby swoich psów nie podduszać i nie szarpać. Czy jakiś miły pies informuje swoich pobratymców, by psychicznie nie podduszali ludzi, nie szarpali ich nerwów oraz emocji?

W dzisiejszym odcinku Zaklinacza ludzi nasz ekspert Cezar Malinos wytłumaczy psom typu „zbyt bardzo”, jak ważne jest, by człowiek miał swobodny ruch przynajmniej trzy razy w tygodniu oraz mógł wybierać własną drogę, a nie tylko układać kolejne kostki pod sobą i psimi łapami takiego – diabli nadali – wilczaka.

Nie oszukuję się, z innego domu pies podobny Baajowi wylądowałby na wsi, może w schronisku, a może dziwnym trafem „zgubiłby się na spacerze”, ewentualnie nasiliłaby się ta rzadka, bezobjawowa, ale groźna alergia u któregoś z właścicieli.

My trwamy.
Czasem mamy go dość.
On ma czasem siebie dość.

Jak można mieć dość ukochanego filmu widzianego po raz setny albo zupy pomidorowej jedzonej dziesiąty dzień bez przerwy.

Ja trwam, nawet jeśli rozważam oddanie go komuś dobremu na przechowanie przynajmniej na parę dni.

I za cholerę nie dołożę nawet kamyka już do tej fasady próżności, za którą – z boku, ale jednak – ze strachem kulą się ludzie ze zrozumiałym i normalnym podejściem: dla psa wiele, ale nie wszystko.
Dużo, jednak nie za wszelką cenę.

Kiedy pies, zwłaszcza taki jak wilczak, stanie na pierwszym miejscu, można się obudzić w dziwnym, nieszczęśliwym życiu bez celu. Życiu pod dyktando czterech łap i całkiem ostrych zębów. Czy można tak istnieć? Można i pewnie dla wielu to jest nawet ta radosna opcja. Ale nie jest jedyną słuszną. Nie dla każdego, nie zawsze.

Pies, tym razem bez różnicy – wilczak czy niewilczak – powinien być przyjacielem, powinien być pasją samą w sobie, powinien przynosić uśmiech. Nie powinien być dyktatorem chwil, złodziejem każdego luźnego oddechu, szantażystą o krok od wielkiej przepaści.

Masz dość swojego psa?
Czekałeś na niego przez wielkie O jak oczekiwanie?
Przywitaj się ze złym dniem przez wielkie K jak kryzys.

Człowieku, daj sobie prawo do życia.
Pies zrozumie – ten mądry na pewno, a ten podobno głupszy skorzysta na dwóch dodatkowych samotnych spacerach po pociągowych zaułkach okolicy.
  • awatar AngelsDream: @anula: Piąte urodziny 29 stycznia, niedługo. Staramy się, wciąż. Nawet teraz, kiedy zeszło to, co złe, mimo wszystko, dbam o niego i daję wszystko, co mogę. :)
  • awatar Gość: @anula: ups, to pewnie jeszcze nie urodziny, ale to i tak niewazne - z okazji kryzysu tez moze byc :) Netko - pociechy!
  • awatar Gość: Netko, bardzo Cie podziwiam - chcialabym, by moja córka (chociaz mlodsza od Ciebie nieznacznie) byla chociaz ciut tak konsekwentna i odpowiedzalna, jak Ty... (dobrze, ze Misia tego nie czyta, ale na szczescie nie ma na to szans) Baaja naprawde milo wspominam - mimo, iz go pewnie wiecej nie spotkamy, niestety - to byl dla mnie taki wzorzec z Sevres zachowania wilczaka i traktowania go - w czasach, jak zaczynalismy nasze życie z Biesem. Ja lubie sie uczyc nowych rzeczy, i nie ubliza mi, ze ucze sie ich od mlodszych ode mnie ludzi. Duzo zdrowia dla Baaja, a dla Was życzenia niezmierzonych pokładów cierpliwosci i radosci w przededniu jego urodzin. Celarowi - tego samego. No i zebyscie sie mogli sobą wzajem cieszyć jak najdłużej :)))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
  • awatar AngelsDream: @Orchidea i czerwony smok: Wilczaki są bardzo jesienne, więc jest spora szansa na więcej zdjęć.
  • awatar Níðhöggr: Krystian strasznie się cieszy jak widzi zdjęcia Baaja :D Cudowny jest.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zwijam się w ciasny kłębek snu. Ciszej, błagam. Albo lepiej już nic nie mów, nie wymyślaj, nie zastanawiaj się dłużej. Bo po co? Uznajmy, że taka była cena za moją siłę oraz za to, kim byłem. Wiedziałaś, że duszę też można iskać? Pozwól mi, tylko już nie rycz. Głowa do góry. Plecy prosto. Idź już, byle do przodu. No, idź, głupia, zanim zmuszę cię do biegu. Zawsze mogłem to zrobić, nigdy w to nie wątp.

Gąsko naiwna, przecież nie odszedłem. To, że mnie nie widać, nie oznacza, że mnie nie czuć. Doskonale wiesz, jak to działa. Jestem Tym, który zaczął. Tacy nie rozpływają się w niebycie. Dostrzeż to, że wciąż bywam i czuwam nad nimi, nad wami. Jeśli tęsknisz, poszukaj mnie w moim rodzeństwie. Przesuń wzrokiem po maluchach z linii, płomyk nie gaśnie, o ile się o niego dba. Istnienie nie ogranicza się do wskazówek zegara.

Kiedy dusisz żal, obserwuj uważnie tego, którego przygotowałem. Widziałaś przecież, że go uczę. Łudziłaś się, że to oznacza coś innego. Jeszcze nie dziś, powtarzałem. Do momentu. Nie było pretensji, kiedy odsłoniłem przed nim gardło i brzuch. Zapracował na to. Tyle mnie w tych jego niuansach, drobnych ruchach, chęciach. Magia nie mija, zostawia ślady.

Cieniem przemykam pod znajomymi dłońmi, przyczajam się w kątach klatki, chowam pod ulubioną poduszką. Licz do ośmiu, a potem nawet do ilu chcesz. Na pajęczynie emocji wiszą – niczym krople rosy – wspomnienia pełne życzliwych ludzi. Ich uśmiechów, zachwytów, pieszczot. Piękne jest to, że nie muszę nikogo określać, sami wiecie, że wzywam was przed szereg. Przypominam o sobie, nieobecny wśród obecnych. Nienazwany wśród nazwanych. Bezimienny z wyboru, taka była moja wola. Obserwowaliście to, jak grałem ze śmiercią w grę bez zasad. Oszukiwałem ją dość długo, by w końcu ona oszukała mnie. Albo po prostu na moment przygarnęła mnie zbyt blisko. To nieistotne, już nie. Ból waży się tylko w tu – namacalnym, nie tam – moim teraz.

Proszę, nie licz już dni. Oddychaj, a ja zabiorę tęsknotę do siebie. Zagarnę smutek, zliżę z policzków sól wybrakowania.

To stado – na zawsze moje stado, bo to nie mija, jeśli serce bije do końca w rytmie – udowadnia, że było warto. Jest warto.

Zawsze z wami, choć bez was.
Siła spojrzenia, piękno, duma.

Nie budź, to rozkaz.
 

 

Po pierwsze – walka zawsze trwa tyle, ile musi. Nigdy dłużej ani krócej. Nie rozmawia się o niej i jej nie rozpamiętuje.

Jeśli zadzierasz z moim stadem, zadzierasz ze mną. Nie myśl, że się ugnę. Nigdy nie sądź, że się poddam, bo to już nie leży w mojej naturze. Może kiedyś, zanim wielki nieobecny złamał mnie, by mnie wzmocnić. Wyszkolił mnie, pokazując, że ten moment to mój czas, by zadecydować. Wykorzystałem szansę.
Rdza spływa po moim futrze. Rdza, którą stworzyła ona. Ważna ona. Taka była idea imienia. W oczach czai się siła księcia piekieł. Tego, który mieszał w relacjach wrogów i przyjaciół. Oto ja – RAUM R’DZ SunRat’s, możesz już uciekać. Policzę do trzech, potem i tak pobiegnę przodem, przeskoczę, przejdę. Nie ma dla mnie miejsc nie do zdobycia. Po trupach do celu? Niekoniecznie, ale gdy czegoś chcę, umiem to okazać. Tędy, tędy! Wyciągnij rękę, bym mógł iść dalej!

Po drugie – starcie powinno rozwiązywać problem, nie go tworzyć.

Dźwigam na barkach legendę mojego ojca. Jeśli się mnie boisz, trudno, ja mogę się z tym pogodzić. Naprawdę. Nie przejmuję się już tym, co myślą o mnie inni. Przestałem unikać tego, kim się stałem. W walce się nie poddaję, nigdy też nie odwracam się plecami do przeciwnika. Przez swój upór stanowię fundament stada. To ja delikatnie napinam nitki relacji wewnątrz grupy. Nikt nie może być za blisko piedestału ani za bardzo się od niego oddalić. Kiedy to konieczne, i tylko wtedy, wykorzystuję strach innych szczurów, manipuluję nim, by osiągnąć posłuszeństwo lub lojalność. Nie musisz tego rozumieć, po prostu to uszanuj. Myślisz, że nie mam serca? Mam, może jest z kamienia, ale bije równo i lojalnie. Oddałem je swoim ludziom oraz swojemu stadu.

Po trzecie – mądry wojownik wie, że czasem trzeba zasnąć, a śpi się najlepiej wśród wiernych przyjaciół.

Na pewne rzeczy po prostu trzeba sobie zapracować.

Raum, być może ostrzący sobie zęby… na coś lub kogoś.
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Już, kiedy się urodziłem, wiedziałem, że moje istnienie będzie naznaczone czymś wielkim. Nie dostaje się imion po bogach – nie jest się ich manifestacją – jeśli ma się po prostu przeżyć swój czas. Na czele gromadki maluchów, na czele swojego stada. Nic mnie nie powstrzymało, a otarcie się o śmierć tylko jeszcze mocniej naznaczyło mój los. Nazywam się PERKUN KAUKAI Happy Feet. Czy władam piorunami? A czy nimi nie władam? Kto z Was mierzył się z Wilczakiem (ponad trzydzieści kilogramów włochatego bydlęcia z problemami w obrębie uznawania autorytetów) na spojrzenia i wygrał? Kto z Was potrafi powiedzieć NIE, nawet nie otwierając ust. Jestem siłą i magią. Niektórzy sądzę, że moją opiekę można sobie kupić. Zdradzę Wam sekret. Na nią po prostu trzeba sobie zasłużyć. Na nic nawet litry piwa czy miodu, jeśli kogoś nie uznam za godnego mojej uwagi. Nauczyłem moich ludzi jednej ważnej rzeczy: w stadzie albo jesteś, albo nie. Jeśli z niego odejdziesz, nie ma już dla Ciebie miejsca. Jeśli do niego przyjdziesz, musisz udowodnić, że to jest miejsce dla Ciebie. Twoje tu i teraz. Łykam czas jak na szczura przyznało. Moje rok i niespełna dziesięć miesięcy to ogrom chwil pełnych dumy z tego, co udało się osiągnąć mi lub mojemu stadu. Oni to ja. Ja to oni. To się nie zmieniło, nawet kiedy odszedł najważniejszy. W chwili, w której pożegnałem brata, on poszedł ścieżką prowadzącą do Zasłony Szeptów, ja zostałem tutaj. Spotkamy się, bez obaw. Był bogiem jak ja, był majestatem – jak ja. Wiem więcej, niż niektórym wydaje się, że wiem. Widziałem dużo, patrzyłem poza czas, poza proste mechanizmy codzienności. Jeśli masz wątpliwości, spójrz mi w oczy, o ile znajdziesz odwagę. Może nawet poliżę Twoje dłonie. Może przeczeszę Twoje włosy, może ukradnę Ci kawałek serca. Nie żałuj go, choć licz się z tym, że kiedyś odbędzie ze mną tę najdłuższą podróż z możliwych. Dla wielu będę tylko szczurem. Może ładnym szczurem, może dużym. Może obrzydliwym, przez swój ogon.
Dla jednostek będę Tym szczurem, który zaczął.
Tym, który będzie, nawet kiedy opadnie pył złudzeń.
Wyciągnij do mnie rękę, chętnie zapamiętam Twój zapach, człowieku.
Tak, bo tak. Bo mogę i chcę.

Perkun z wyżyn majestatu.
 

 
  • awatar jamnick: To jest tak "cudne", że ciężko cokolwiek napisać. Człowiek, który nie znałby sytuacji i widział film podniósłby pewnie wrzask, że pies zęby pokazuje i nie puszczać szczurków obok.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Ja go czeszę, on mnie kocha. Ja go kocham też.
  • awatar AngelsDream: @konstantynopolitanka: Takim "czesadełkiem" na palec.
  • awatar konstantynopolitanka: Ja wiem, że mam bardzo spóźniony refleks, ale: czym go czeszesz?
  • awatar AngelsDream: @Dr House fun: To byłby chomik wybitnie zmutowany, bo na filmiku powyżej jest szczur. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
  • awatar wyspa: Tak słuchałam jego dzisiaj pod którąś wczesniejszą notką. I mnie urzekł. :) Pozdrowienia dla całej "rodziny":)
  • awatar AngelsDream: @wyspa: Też. Ale sam tekst i wykonawca nie bez znaczenia.
  • awatar wyspa: Klip ze względu na szczurki??? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›