zwierzeta.wm.pl/(…)Wilczyca-wyla-z-bolu-Wpadla-we-w…
Wilczyca wpadła we wnyki rozstawione przez kłusowników. Miała szczęście w nieszczęściu, że ktoś usłyszał jej rozpaczliwe wycie. Udało się ją uratować, o własnych siłach wróciła do lasu.
Ile zwierząt ginie w męczarniach? Ile jest zabijanych w majestacie prawa przez myśliwych, z których część nie odróżnia psa zdziczałego od domowego, który znajduje się w obrębie terenu prywatnego? Jeśli nie wierzycie, że myśliwi są zdolni do zamordowania czyjegoś pupila, poszukajcie w sieci - są strony na temat odstrzałów, zachowania członków kół łowieckich, ich faktycznej kontroli nad tym, co się dzieje w lasach.
Niedawno na terenie Polski zabito parę wilków. Argumenty, że było to słuszne, znaleziono od razu.
www.24kurier.pl/(…)Zabili-dwa-wilki…
Pomyłka? Nie sądzę. Szesnaście tysięcy - tyle jest warte życie dwóch wspaniałych zwierząt.
Ale przecież nie giną tylko wilki; giną lisy, sarny, dziki. Giną, bo trzeba 'kontrolować ich populację', a myśliwi wiedzą najlepiej, jak chronić las. Szkoda, że tak rzadko chronią go przed sobą, a coraz częściej przed zwykłymi ludźmi, przed psami czy kotami, które NIE zdziczały lub nie stanowią faktycznego zagrożenia dla zwierzyny leśnej.
Żeby nie było wątpliwości, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że puszczane samopas psy, często głodne, niewychowane, niemal nieoswojone, czynią spustoszenie w lesie. Tego nie można sobie ignorować. Nie można jednak pomijać faktu, iż myśliwi posiadający broń ostrą, nierzadko wyruszają na swoje 'wielkie' wyprawy pijani, bez wiedzy i bez rozumu...
Ktoś powie: psiara zawsze kundli będzie broniła. I ma rację. Będę broniła mojego prawa do wejścia z psem na smyczy do lasu i czucia się tam bezpiecznie... Odpinać karabinka nie muszę, żeby mój czworonóg się zmęczył, jednak nie mam ochoty ścierać się z efektami działania idiotów. Takich czy innych.
Temat ocean. Poruszenie wszystkich aspektów problemu - w obrębie nawet całego blogu - niemożliwe, ale może posypią się opinie?
pieswlesie.blogspot.com/
Głos niejako z drugiej strony barykady. Jest zakaz i panów już nic więcej nie interesuje. Lasy są lasami. Koniec kropka. Zamiast pomyśleć o umożliwieniu porozumienia, lepiej podsycać trwającą od kilku lat 'wojenkę'.
Ostatni wpis na temat właścicielki, której charty (lub ich mieszańce) zagryzły już dwie sarny. Na takie psy trzeba mieć w Polsce pozwolenie, co nie dziwi, jeśli się wie, jak były kiedyś użytkowane. Charty jako ogół pociągają mnie od dawna, ale coraz częściej myślę, że niemożliwe jest ich posiadanie, jeśli nie chce się łamać prawa. Nie łudzę się, iż każdego charta da się poskromić na tyle, by się odwołał, by nie 'ogłuchł', ale trzeba go też jakoś wybiegać, gdy tymczasem wszędzie jest zakaz. W parku nie, w mieście nie, na obrzeżach też nie, bo czyjś prywatny teren, w pewnym sensie nawet na własnym, ogrodzonym podwórku też nie wolno nam charta puścić, jeśli coś upoluje... A przecież nie one jedne polowały, a w naszej rzeczywistości gorsze są chyba te mieszańce, od pokoleń uczone 'samodzielności', kiedy łańcuch zostaje raz na jakiś czas odpięty.
-
lisaaa93:
-
Żbiku:
Pokaż wszystkie (2) ›